zabrakło mi 50 groszy.....

Aneta daleko "zaszłe" wnioski:

Cytat:Widzę, że ktoś wyciąga tu daleko idące wnioski i chyba zupełnie



wiezdzielibyście, że

Cytat:chodziło tu o dziewczynę żebrzącą pod supermarketem. Ale widać
łatwiej sobie
dopowiedzieć, niż przeczytać.



a tam, uśmiechnij się, bo to nie szkodzi:))
"dawanie" dawaniu nie równe :

jest wiele organizacji, fundacji i podobnych, wspierających innych
(chociażby nasze warszawskie hospicjum (ulica Agatowa 10, 03-680, tel.
678 16 11); nie irytujmy się tym, co naturalne (homo sum i w ten
deseń, nie każden jeden może dwać, są tacy, co chcą brać) - pomagajmy
na tyle, na ile potrafimy i już :)

serdeczności:))

 

Biegnij po Pomoc- Pruszków- 19 kwietnia

Witam!

Zapraszam wszystkich na biegi do Pruszkowa. Całkowity dochód z imprezy przeznaczony zostanie na Fundację Warszawskie Hospicjum dla Dzieci. Do wyboru dwa dystanse: 2km i 10km, więc każdy znajdzie coś dla siebie.

Więcej informacji na stronie:
http://www.eurocalendar.info/index.php?dzial=3&action=5&code=13516&

Pozdrawiam
Marcin Makowski
Organizator biegu

Biegamy z Ochotą (Warszawa - Ochota)

dostałam dziś następującą wiadomość. Niestety nie będę mogła uczestniczyć, może jednak ktoś będzie mógł:

"Witam!

Nazywam się Marcin Makowski i jestem organizatorem biegu charytatywnego ,,Biegnij po Pomoc", z którego całkowity dochód przekazany zostanie Fundacji Warszawskie Hospicjum dla Dzieci.

Ze względu na charytatywny charakter imprezy, liczę na start jak największej ilości biegaczy, którym nie jest obojętny los podopiecznych Hospicjum. Mam nadzieję, że znajdzie Pani trochę czasu i chęci, by w niedzielę 19 kwietnia, wspomóc naszą akcję i dać choćby odrobinę radości chorym dzieciom. SERDECZNIE ZAPRASZAM

Więcej informacji o biegu na stronie:
http://www.eurocalendar.info/index.php?dzial=3&action=5&code=13516&

Pozdrawiam
Marcin Makowski"

Biegamy z Ochotą (Warszawa - Ochota)

Cytat: dostałam dziś następującą wiadomość. Niestety nie będę mogła uczestniczyć, może jednak ktoś będzie mógł:

"Witam!

Nazywam się Marcin Makowski i jestem organizatorem biegu charytatywnego ,,Biegnij po Pomoc", z którego całkowity dochód przekazany zostanie Fundacji Warszawskie Hospicjum dla Dzieci.



To jest dzień po Falenicy, ale mogę pobiec treningowo. Ktoś by się wybrał? Cel jest szczytny.

 

100% dobra

Mówiliśmy ostatnio wiele o różnych rodzajach wspierania osób potrzebujących...
Z racji, że zaczął się czas zmagań z PIT-ami, pragnę prosić Was, byście nie ignorowali możliwości podzielenia się 1% swego rocznego dochodu z organizacjamu pożytku publicznego.
PROSZĘ-mówcie o tym Waszym bliskim i znajomym!!!
Tutaj naprawdę nie trzeba wielkich kwot (spotkałam się zeszłego roku z ubogim emerytem, który wpłacał 50 groszy) - liczy się wielkie serce.

Na pewno macie w swoim środowisku wiele organizacji pożytku publicznego, które można wesprzeć.
Ja podrzucę kilka bliskich memu sercu nazw - Komitet Ochrony Praw Dziecka, Lubelskie Hospicjum im. Małego Księcia, Fundacja Świętego Mikołaja, Warszawskie Hospicjum dla Dzieci...

Wiele linków znajdziecie też na stronie o.Pacyfika.

Liczę na Was!!!

Opaski "Spieprzaj dziadu!"

Cytat ze strony www.opaska.pl :
"Mamy do zaoferowania Państwu oryginalne opaski "Spieprzaj dziadu!" opisane m.in. przez "Duży Format", ogólnopolski dodatek do Gazety Wyborczej z dn. 28 listopada 2005 r. przeczytaj artykuł online, przez dziennik "Metro" z dn. 2 grudnia 2005 r. przeczytaj artykuł online oraz z dn. 12 grudnia 2005 r. przeczytaj artykuł online
(...) Ponieważ jest to akcja charytatywna, Opaska.pl zrezygnowała z pobierania jakiejkolwiek marży. Cały zysk ze sprzedaży tych opasek (nie mniej niż 2,60 zł ze sprzedaży każdej opaski) zostanie przekazany na konto fundacji zajmującej się opieką paliatywną. Dowody wpłaty będziemy publikować co miesiąc na naszej stronie internetowej. Także cena opasek nie ulega zmianie - sprzedajemy je po 5zł /sztuka, i w tej kwocie zawarty jest podatek VAT. (...) Tylko u nas możecie kupić oryginalne opaski "Spieprzaj dziadu!" mając pewność, że cały zysk zostanie przeznaczony na warszawskie hospicja.
Soczyście pomarańczowa opaska ma nadrukowany tekst "Spieprzaj dziadu!". W sprzedaży dostępne dwa rozmiary opasek - 202mm i 180mm obwodu."

Można zamówić przez internet. Płatność przelewem internetowym lub za pobraniem (przy odbiorze przesyłki). Na stronie są też prezentowane inne opaski (np. "Wolna Białoruś", "NO COMPROMISE" itd.).

Szukam książek dla hospicjum

Jestem wolontariuszką Warszawskiego Hospicjum dla Dzieci. Ostatnio wymarzyliśmy sobie biblioteczkę tematyczną z której moglibyśmy korzystać . Podstawową biblioteczkę chcemy zebrać sami nie narażając Fundacji na koszty . Może ktoś chciałby nam pomóc i posiada książki , filmy lub inne publikacje związane z tematyką ciężkiej choroby lub śmierci którymi chciałby się podzielić z nami ? Z tych publikacji może skorzystać jeszcze wiele osób przy hospicjum działają także grupy wsparcia dla osób w żałobie .
Strona hospicjum www.hospicjum.waw.pl . Po bliższe informacje zapraszam na PW.
Książki można wysyłać na adres fundacji z dopiskiem "biblioteczka wolontariuszy" w Warszawie lub okolicy ktoś z wolontariuszy może odebrać osobiście

FUNDACJE

wklejam i tu:

"Ministerstwo Finansów przekazało informację o tym, które organizacje i w jakim rozmiarze skorzystały z 1% podatku za 2007 rok.

– Na tej liście pierwszych 20 są oczywiście organizacje bardzo znane, ale pewnie niewiele osób by przypuszczało, że najwięcej, bo 32 miliony uzyska Fundacja dla Dzieci „Zdążyć z Pomocą” i że kolejne po nim będzie Dzieło Pomocy Świętego Ojca Pio z kwotą 16 milionów i dopiero na kolejnych miejscach organizacje, które uruchomiły potężne kampanie medialne Fundacja Anny Dymnej „Mimo wszystko”, SOS Wioski Dziecięce oraz Warszawskie Hospicjum dla Dzieci. Dopiero dalej w rankingu, choć i tak wysoko, znalazły się takie medialne giganty jak WOŚP czy Fundacja TVN „Nie jesteś sam”.

Dwoje „zwycięzców” to nie są podmioty, które są jakoś wyjątkowo i szeroko znane w mediach. Wniosek jest taki: organizacje te przyjęły jakiś inny, mniej medialny, a bardziej „sieciowy” model apelowania o 1%. W szczególności Fundacja „Zdążyć z Pomocą”, która udostępnia konta na rzecz indywidualnych dzieci potrzebujących pomocy korzysta z pracowitości i zaangażowania osób bliskich konkretnym podopiecznym. Używają oni różnego rodzaju sieci społecznych (także prowadzonego na ich własny koszt mailingu) do mobilizowania wpłat na rzecz konkretnego dziecka. Ja osobiście nie uważam, żeby w kategoriach systemowych użycie 1% na rzecz indywidualnych osób było dobrym rozwiązaniem, ale to w tym momencie to nie ma znaczenia. Wynik, jak widać, jest imponujący."

"ranking" można zobaczyć tutaj: http://wiadomosci.ngo.pl/...procMF_2007.pdf

cały artykuł: http://wiadomosci.ngo.pl/wiadomosci/447250.html

ps. w Fundacji Zdążyć z Pomocą pracuje tylko kilka osób, teraz można łatwiej zrozumieć, czemu księgowanie zajmuje tam tyle czasu.

Ewa

Informacje nt. 1 % podatku

"Ministerstwo Finansów przekazało informację o tym, które organizacje i w jakim rozmiarze skorzystały z 1% podatku za 2007 rok.

– Na tej liście pierwszych 20 są oczywiście organizacje bardzo znane, ale pewnie niewiele osób by przypuszczało, że najwięcej, bo 32 miliony uzyska Fundacja dla Dzieci „Zdążyć z Pomocą” i że kolejne po nim będzie Dzieło Pomocy Świętego Ojca Pio z kwotą 16 milionów i dopiero na kolejnych miejscach organizacje, które uruchomiły potężne kampanie medialne Fundacja Anny Dymnej „Mimo wszystko”, SOS Wioski Dziecięce oraz Warszawskie Hospicjum dla Dzieci. Dopiero dalej w rankingu, choć i tak wysoko, znalazły się takie medialne giganty jak WOŚP czy Fundacja TVN „Nie jesteś sam”.

Dwoje „zwycięzców” to nie są podmioty, które są jakoś wyjątkowo i szeroko znane w mediach. Wniosek jest taki: organizacje te przyjęły jakiś inny, mniej medialny, a bardziej „sieciowy” model apelowania o 1%. W szczególności Fundacja „Zdążyć z Pomocą”, która udostępnia konta na rzecz indywidualnych dzieci potrzebujących pomocy korzysta z pracowitości i zaangażowania osób bliskich konkretnym podopiecznym. Używają oni różnego rodzaju sieci społecznych (także prowadzonego na ich własny koszt mailingu) do mobilizowania wpłat na rzecz konkretnego dziecka. Ja osobiście nie uważam, żeby w kategoriach systemowych użycie 1% na rzecz indywidualnych osób było dobrym rozwiązaniem, ale to w tym momencie to nie ma znaczenia. Wynik, jak widać, jest imponujący."

"ranking" można zobaczyć tutaj: http://wiadomosci.ngo.pl/...procMF_2007.pdf

cały artykuł: http://wiadomosci.ngo.pl/wiadomosci/447250.html

ps. w Fundacji Zdążyć z Pomocą (w księgowości) pracuje tylko kilka osób, teraz można łatwiej zrozumieć, czemu księgowanie zajmuje tam tyle czasu.

Ewa

O fruwaniu i opaskach.... [GW]

Witam,

Pewien czeski lekarz celnym stwierdzeniem o lataniu i głupocie wszedł do
historii międzynarodowego chomorou.
Czy tak będzie z dyrektorem pewnego hospicjum dla dzieci?
Normalnie żal pośladki ściska......

<http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,3087705.html

Hospicjum nie chce pieniędzy z opasek z napisem "Spieprzaj dziadu!"

Ze sprzedaży pomarańczowych opasek z napisem ?spieprzaj dziadu?, Jaś,
uzbierał 6.5 tys. złotych. Wczoraj pieniądze wpłacił na konto Warszawskiego
Hospicjum dla Dzieci

Gdy Lech Kaczyński wygrał wybory, 26-letni Jaś zrobił pomarańczowe opaski na
rękę z napisem "Spieprzaj dziadu!" i zaczął je sprzedawać. Zarobione
pieniądze wczoraj przekazał warszawskiemu hospicjum.

Jaś (nie podaje nazwiska, bo, jak mówi, rodzina nie podziela jego poglądów,
a nazwisko nie jest jego własnością) wyrwał się wczoraj z pracy. Poszedł na
pocztę i przelał 2430 zł na konto Warszawskiego Hospicjum dla Dzieci. Wybrał
je przypadkowo. Po prostu wpisał hasło do internetowej wyszukiwarki i
kliknął w pierwszy adres.

- Odliczyłem tylko koszty zamówienia, podatek, który będę musiał zapłacić, i
pieniądze za telefony, które wykonałem, żeby je rozprowadzić. Za czas, który
na to poświęciłem, nie wziąłem nic - zastrzega.

Opaski wymyślił po ogłoszeniu wyników wyborów prezydenckich. Były
pomarańczowe, bo to kolor kojarzący się z rewolucją na Ukrainie. Miały napis
"Spieprzaj dziadu", bo to tymi słowami Lech Kaczyński 4 listopada 2002 roku
odegnał dwóch panów z plastikowymi reklamówkami, którzy zadawali mu
kłopotliwe pytania.

- Byłem sfrustrowany i chciałem dać temu wyraz. Przy okazji chciałem też
zrobić coś pożytecznego i pozytywnego, zwłaszcza że program Lecha
Kaczyńskiego był głównie negatywny - tłumaczy Jaś.

Zamówił w Chinach tysiąc sztuk. Jedna kosztowała 1,60 zł - sprzedawane przez
niego i znajomych po 5 zł rozeszły się w ciągu kilu tygodni. Słuszny cel,
Jaś od początku wiedział, że nadwyżkę przekaże na warszawskie hospicjum,
skusił nawet zwolenników Lecha Kaczyńskiego. Ludzie zaczepiali go na ulicy i
pytali, gdzie można kupić opaski. Zapotrzebowanie było takie, że w
internecie pojawiły się podróbki.

Gdy rozeszła się pierwsza partia, Jaś znalazł internetowy sklep
www.opaska.pl, który bez pobierania prowizji zgodził się sprowadzić i
dystrybuować kolejne. Właśnie szykowane jest trzecie zamówienie, a sklep
przekazał już 4 tys. zł na rachunek Warszawskiego Hospicjum dla Dzieci.

I tu zaczął się kłopot.

"Z ogromną przykrością dowiedzieliśmy się, że w chwili obecnej ludzie
nieznający umiaru ani poczucia przyzwoitości próbują wykorzystać działalność
Warszawskiego Hospicjum dla Dzieci w doraźnych celach komercyjnych,

Nafalski, wiceprezes fundacji Warszawskiego Hospicjum dla Dzieci

- Nie chcemy nikomu zamykać drzwi do niesienia pomocy, ale trzeba to robić w
sposób odpowiedzialny - wyjaśnił przez telefon. - Wolelibyśmy nie dostawać
wsparcia w ten sposób - dodał.

Jasiowi jest przykro. - To ciężkie i niesprawiedliwe oskarżenia. Nikogo nie
obrażałem, cytując prezydenta. Nie działam też w żadnym celu komercyjnym. Od
ludzi działających w hospicjum nie oczekuję poparcia mojej akcji czy nawet
jej zrozumienia, ale jedynie tego, by rozsądnie i uczciwie rozdysponowali
wpłaconymi przeze mnie pieniędzmi. Tak by rzeczywiście trafiły do
potrzebujących dzieci.

</http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,3087705.html

Mężczyźni chorują na raka piersi

Cytat: To nie tylko kobieca choroba. Mężczyżnom też to grozi. Nie wstydź się. Jeśli coś podejrzewasz, idź do lekarza.
Myślą: to "babska choroba". Uważają, że skoro nie mają biustu, rak piersi ich nie dotyczy. Nieprawda. Mężczyźni też chorują! I trudniej u nich wykryć śmiertelny nowotwór. Wszystko dlatego, że za późno trafiają do lekarzy. Wstydzą się choroby, bo jest "kobieca".

- Nie wolno lekceważyć guzków w okolicach piersi! Trzeba się koniecznie badać. Kobiety to robią regularnie. Mężczyźni uśmiechają się pod nosem, kiedy słyszą, że powinni oglądać swój tors. A zbyt późno wykryty nowotwór może okazać się po prostu zabójczy. Ja wiem to najlepiej - mówi Szczepan Brzeziński (53 l.) z Warszawy. Od lat choruje na raka piersi. Jest umierający.

Do głowy nie przychodzi
Pan Szczepan przez kilka lat "nosił" guz - trzy centymetry od brodawki, na lewej piersi. Nie wiedział, że w jego organizmie rozwija się śmiertelna choroba.

- A kto by przypuszczał! Myślałem, że to jakaś twarda narośl, nic więcej. Do głowy by mi nie przyszło, że to rak piersi. Nawet robiłem badania okresowe, nic nie wykazały. Bolały mnie tylko plecy i kręgosłup - tłumaczy.

Trzy lata temu mężczyzna trafił do warszawskiego szpitala przy Kasprzaka z bólami wyrostka. Przeszedł operację. To tam pokazał lekarzom guz na klatce piersiowej. Wtedy rak był już wielkości przepiórczego jaja.

Jak przepiórcze jajo
- Miałem mieć robioną biopsję. Okazało się, że nie da rady. Guz był tak twardy, że nic nie można było z niego pobrać - opowiada pan Szczepan. Lekarze zdecydowali od razu: trzeba usunąć narośl. Zrobili badania. Okazało się, że to nowotwór złośliwy.

- Z dnia na dzień czułem się coraz gorzej. Mój stan pogarszał się bardzo szybko. Rak zdążył zainfekować żebra. Miałem przerzuty. Kości mi się łamały, nie mogłem chodzić - mówi Szczepan Brzeziński. Lekarze nie widzieli już ratunku. Skierowali chorego do warszawskiego hospicjum onkologicznego. Pacjent leżał tam przez rok. Teraz jest pod opieką hospicjum domowego.

- Mam potężne bóle, biorę środki znieczulające. Od ośmiu miesięcy nie wyszedłem z mieszkania. A tak marzy mi się spacer... Niestety, z łóżka wstaję rzadko - mówi smutno.

Oby nie za późno
Szczepan Brzeziński chce zrobić wszystko, by przestrzec innych mężczyzn przed chorobą.

- Jak poszedłem na badania do Centrum Onkologii, były same kobiety. Mężczyźni wstydzą się i nie przychodzą. A najważniejsze, żeby chodzili do lekarzy. Trzeba też uczulić medyków, by zwracali większą uwagę na raka piersi u mężczyzn. Każdy dzień jest bowiem na wagę złota. Inaczej może być za późno - tłumaczy.

Trzeba często się badać
Dr Piotr Siedlecki, specjalista i zastępca dyrektora ds. lecznictwa warszawskiego Centrum Onkologii: - Mężczyźni także powinni badać się pod kątem raka piersi. To choroba równie niebezpieczna dla obu płci. Jej przebieg jest podobny. Wcześnie wykryty nowotwór zwiększa szanse na wyleczenie pacjenta. To walka z każdym dniem. Mężczyźni muszą być świadomi tego, że rak piersi ich także dotyczy. Niestety, nie wszyscy zdają sobie w Polsce z tego sprawę.

Co drugi chory leczy się zbyt późno
W Polsce na raka piersi choruje ok. 700 mężczyzn. Rocznie wykrywa się ok. 100 nowych przypadków, głównie u panów w wieku 55-70 lat. Co roku ponad połowa z nich umiera. U mężczyzn rak piersi ma przyczyny genetyczne lub wynika z zaburzeń hormonalnych. Rocznie u 10 tys. kobiet wykrywa się w Polsce raka piersi. 4-5 tys. umiera. W grupie ryzyka są kobiety starsze, u których w rodzinie chorowała np. matka lub siostra, o chorobie decyduje czasem np. wczesna miesiączka (przed 12. rokiem życia) lub wiek pierwszej ciąży (po 30 roku życia). Naukowcy udowodnili, że karmienie piersią zmniejsza ryzyko zachorowania.

Jak się badać
Można położyć się na łóżku, pod głowę włożyć lewą rękę, a drugą badać pierś środkowymi palcami, zataczając małe koła. I odwrotnie. Należy zwracać też uwagę na zmiany wokół brodawek i na same brodawki - czy nie zmieniły koloru, czy się podejrzanie nie marszczą. Z każdą taką zmianą, a zwłaszcza z wyczuwalnym guzkiem, należy zgłosić się do lekarza.

Ty też możesz pomóc
Wszyscy, którzy chcą pomóc panu Szczepanowi i innym chorym, proszeni są o wpłaty:

Fundacja Hospicjum Onkologiczne, ul. Pileckiego 105, tel. 643-57-08

konto: BPH O/Warszawa

Nr: 84 1060 0076 0000 3200 0046 0719

autor: Monika Tutak


Super Express

KONFERENCJA: DZIECKO JAKO PACJENT PRZED I PO URODZENIU

18-19 października 2008

Kraków - Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach
honorowy patronat Jego Eminencji Księdza Kardynała Stanisława Dziwisza

KONFERENCJA jest organizowana przez:
Ogólnopolską Sekcję Ginekologiczno-Położniczą, Katolickiego Stowarzyszenia Lekarzy Polskich,
Fundację Życie i Płodność w Krakowie,
Międzywydziałowy Instytut Bioetyki Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie,
Szpital Ginekologiczno - Położniczy im Świętej Rodziny w Warszawie,
Szpital Ginekologiczno-Położniczy na Siemiradzkiego im. R. Czerwiakowskiego w Krakowie,
Fundację Pro Humana Vita w Krakowie,

Sobota 18 października 2008

9.00 – 9.20
przywitanie gości i uczestników, słowo ks. Kardynała
9.20 – 9.50
Ks. dr teol. lek. Lucjan Szczepaniak SCJ , Refleksja na temat dylematów duchowych umierającego dziecka i jego opiekunów
9.50 – 10.30
Prof. Guseppe Noia, Rzym, Wartość rodzącego się życia
10.30 – 11.00
Prof. Elżbieta Ronin – Walkowska Odpowiedzialność za dziecko poczęte – profilaktyka pre i pokoncepcyjna
11.00 - 11.30
Dr Mieczysław Chruściel Zagrożenia dziecka poczętego – narkotyki, alkohol, tytoń.
11.30 - 12.00
Prof. Sylvie de Kermadec, Paryż Opieka paliatywna w perinatologii jako alternatywa dla eugenicznej aborcji

12.00 - 12.30 Przerwa kawowa.

12.30 – 13.00
Prof. Maria Respondek-Liberska Rola prenatalnego badania kardiologicznego w opiece perinatalnej.
13.00 – 13.30
Dr n. prawn. Leszek Bosek Prawne problemy diagnostyki prenatalnej (granice odpowiedzialności cywilnej i karnej lekarza).
13.30 – 14.00 Dyskusja
14.10 – 14.50 Obiad
15.00 – 15.30 Godzina Miłosierdzia

15.30 - 16.00
Ks. prof. Tadeusz Biesaga Diagnostyka prenatalna a selekcja eugeniczna
16.00 – 16.30
Prof. E. Skorupska – Raczyńska Płód jako pacjent – refleksja językoznawcy
16.30 – 17.15
Prof. Guseppe Noia Nowe granice terapii płodu.
17. 15 - 17. 45
Prof. Jan Wilczyński Współczesne metody terapii wewnątrzmacicznej.
17.45 – 18.15
Dr Izabela Barton-Smoczyńska Rozwój więzi psychologicznej między matką a dzieckiem w ciąży prawidłowej i powikłanej.
18.15 - 19.00 Dyskusja

19.15 Kolacja
20.00 Spotkanie lekarzy ginekologów z KSLP

Niedziela 19 października 2008

8.00 Śniadanie

9.00 – 9.30
Ks. dr Grzegorz Hołub Status osobowy dziecka chorego przed i po urodzeniu
9.30-10.00
Dr n. med. Andrzej Wiśniewski. Opieka medyczna nad rodziną z dzieckiem chorym przed urodzeniem (Zespół Downa, Zespół Turnera, przepuklina mózgowo rdzeniowa)
10.00-10.40
Prof. Marian St. Gabryś, Postępowanie medyczne przy zagrożeniu urodzeniem dziecka na granicy zdolności do życia pozamacicznego (23 - 26 tydzień ciąży). Śmierć wewnątrzmaciczna dziecka, zagrożeniem dla matki.
10.40-11.10 Prof. Jacek Rudnicki Intensywna opieka neonatologiczna nad dzieckiem nieuleczalnie chorym.
11.10-11.40 Przerwa kawowa
11.40-12.00 Prof. Bogdan Chazan Troska o godność ciała dziecka zmarłego w okresie okołoporodowym.
12.00-12.30 Prof. Alina Midro Przeciwko śmierci społecznej dzieci z niechcianymi zespołami genetycznymi.
12.30-13.00 Mgr Agnieszka Chmiel-Baranowska Opieka paliatywna w okresie pre- i postnatalnym model Fundacji Warszawskie Hospicjum dla Dzieci.
13.00-13.30 Ks. dr Andrzej Muszala Dziecko chore jako szansa duchowego rozwoju dla rodziny i otoczenia
13.30 – 14.00 Dyskusja
14.00 Zamkniecie konferencji

14.10 – 14. 50 Obiad
15.00 - 15.20 Godzina Miłosierdzia
15.20 Msza święta

Informacje szczegółowe:
Opłata konferencyjna 130 zł
studenci 50% zniżki

numer konta na które należy dokonać wpłaty:

80 1050 1445 1000 0023 1800 0912

zgłoszenia do 30.IX.2008 prosimy kierować
na adres:

fundacja@zycieiplodnosc.pl
redakcja@zycieiplodnosc.pl

lub telefonicznie:
tel/fax 012/ 633 06 13

Ból jest miłością

Ból jest miłością

Aniołki nie muszą konać dręczone reanimacją. Można im ulżyć. Potem płakać.

Puls Biznesu”: Jak umierają polskie dzieci?

Tomasz Dangel, założyciel warszawskiego Hospicjum dla Dzieci: Według danych Głównego Urzędu Statystycznego większość dzieci z chorobami nowotworowymi umiera w szpitalach. W jakich warunkach? Niestety, w Polsce takich badań nikt nie prowadził. Ale podejrzewam, że część z nich nie umiera z powodu wyniszczenia chorobą nowotworową, tylko z powodu efektów ubocznych stosowanych terapii. Mam na myśli chemioterapię. Niektóre z nich umierają na oddziałach intensywnej terapii. Jak w ogóle umierają dzieci w Polsce? Tu nie ma niestety żadnych danych. Są za to różne relacje. Myślę, że w szpitalach doświadczają samotności — z powodu odizolowania od rodziny, od domu. No i nie zawsze lekarze potrafią skutecznie leczyć ból. Wiemy, że zdarzają się sytuacje, kiedy dzieci bardzo cierpią z tego powodu, ponieważ jesteśmy proszeni o pomoc. Bywa, że gdy dziecko jest niespokojne (np. z powodu lęku), to w warunkach szpitalnych wyłącza mu się świadomość metodami farmakologicznymi. Wtedy umiera we śnie. To mniej drastyczne i dla dziecka, i dla personelu.

Ilu śmierci małych pacjentów pan był świadkiem?

W hospicjum mieliśmy mniej więcej 350 dzieci, z czego ponad 200 zmarło. Powiedzmy, że w hospicjum byłem obecny przy około 150 zgonach, podobnie w Centrum Zdrowia Dziecka, gdzie pracowałem w latach 1979-93. O ile te z hospicjum wszystkie pamiętam bardzo dobrze, o tyle tamte ze szpitala zlewają mi się w jedną całość. W szpitalu jest inny stosunek lekarza do pacjenta. Nie ma tak osobistych relacji. Działamy w pośpiechu i silnym stresie.

A w domu?

W domu umieranie przebiega inaczej, bardziej naturalnie. Proces przygotowania się do śmierci zaczyna się od wstępnej rozmowy z rodzicami — przed przyjęciem dziecka — i trwa aż do końca życia dziecka. Robimy wszystko, by przygotować ich, nas i dziecko do tego, co ma się wydarzyć. Jeśli chodzi o rodziców, to z ankiet, które im wysyłamy — już po śmierci dziecka — wiemy, że mniej więcej połowa czuje się przygotowana. Niektórzy piszą, że nie można się do tego przygotować. To oczywiście wpływa na przeżywanie żałoby. Jako profesjonalista zawsze czuję się przygotowany do śmierci dziecka, które jest pod naszą opieką. Wiem, jak postępować, co mówić — otrzymałem w tej dziedzinie odpowiednie wyszkolenie. Tam na miejscu staram się po prostu zachowywać spokojnie i tak, by oddziaływać pozytywnie na dziecko i rodziców. Gdy płaczą lub krzyczą, traktuję to jako rzecz normalną. Przecież to nic złego. Czasem też płaczę, aczkolwiek może niekoniecznie dlatego, że dziecko umiera.

Tylko dlaczego? Co pan czuje?

Rodzaj ulgi. Bo wiem, że to dziecko wcześniej strasznie cierpiało, chociaż może nie z powodu bólu fizycznego. Przecież wiem, jak go opanować. Jestem anestezjologiem. Jeżeli płaczę, to raczej ze wzruszenia. Na przykład, gdy jestem świadkiem wielkiej miłości i dojrzałości dziecka i rodziców.

Wielu rodziców waszych pacjentów nazywa swoje chore pociechy aniołkami. Z ich relacji wynika, że w tych najbardziej krytycznych chwilach bardzo mocno doświadczają obecności Boga.

Można tak powiedzieć, ale bywa, że jest to bunt i nawet odejście od Boga. Uważam, że bunt w tej sytuacji jest formą modlitwy. Rodzice na pewno zadają sobie pytania: dlaczego umiera dziecko, nie ja? Jeżeli jest dobry Bóg, to dlaczego niewinne dziecko cierpi?

Pan sobie czasem odpowiada na takie pytania?

Tak, i wiem, że Bóg jest mądrzejszy ode mnie.

Jak pan postrzega śmierć dziecka przez Jego pryzmat?

Jak śmierć Jezusa Chrystusa. Pan Bóg oddał za nas swojego Syna, który był bez grzechu. Śmierć i tortury, które Mel Gibson tak realistycznie pokazał w „Pasji”, nie mogły być karą. Przecież Jezus był niewinny. Filozofia chrześcijańska opiera się na przekonaniu, że cierpienie ma zbawczą moc. Z jednej strony Bóg daje nam wolną wolę i dzięki temu możemy czynić dobrze albo źle, a On się w to nie wtrąca. Ale skoro czynimy źle, to też daje nam szansę odkupienia. Dzięki ofierze swojego Syna. Do tej ofiary ludzie mogą się świadomie włączać poprzez własne cierpienie. Można wierzyć lub nie, że ofiara cierpienia i śmierci niewinnych dzieci dopełnia cierpienie Chrystusa. Nie jestem teologiem, ale tak to rozumiem. Zdaję sobie sprawę, że świat jest tak urządzony, że tylko na pewne rzeczy mam wpływ, na przykład mogę spowodować, żeby umierające dziecko cierpiało znacznie mniej. I tym staram się zajmować.

W szpitalu to niemożliwe?

Próbowałem, ale nie mogłem zmienić zasad funkcjonowania szpitala. Tam zwykle kim innym jest lekarz prowadzący chorego, a kim innym lekarz, który go reanimuje. Powiedzmy, że umiera dziecko. Pierwsza osoba, która to zauważy, naciska czerwony guzik. Lekarz anestezjolog, któremu się włączy pager, musi chwycić sprzęt i jak najszybciej rozpocząć reanimację. Nie ma czasu, by zapoznać się z historią choroby dziecka. Jego obowiązkiem jest ratowanie życia. To bardzo silny stres. Od momentu włączenia pagera nadnercza zaczynają wydzielać odpowiednie hormony, które działają na percepcję i zachowanie lekarza. Dlatego anestezjolodzy są tak wyszkoleni, by pewne czynności wykonywali skutecznie w ekstremalnych warunkach. I albo się uda spowodować, żeby serce zaczęło bić, albo pacjent umiera. Reanimację pamięta się potem jak rodzaj filmu. W jej trakcie ma się poczucie rozciągnięcia w czasie. Wszystko odbywa się jakby w zwolnionym tempie. A potem? Poziom adrenaliny opada. I przychodzi refleksja. Pewnie u każdego trochę inna.

Dlatego pan leczy umierające dzieci w zaciszu ich domów?

Tak, w ten sposób chronię je przed uporczywą terapią.

Co wpłynęło na pańską decyzję odejścia ze szpitala i założenia hospicjum domowego dla dzieci?

Miałem kiedyś w szpitalu pacjenta, chłopczyka z nowotworem gałki ocznej. Prowadziłem leczenie przeciwbólowe. Jego rodzice zdecydowali, że będzie umierał w domu. Często dzwonili do mnie w godzinach pracy. Pamiętam dzień, gdy chłopiec miał drgawki. Zadzwonili w południe. Mogłem wyjść ze szpitala dopiero po piętnastej. Dziecko cztery godziny miało drgawki. Pojechałem, założyłem wkłucie do żyły, podałem lek. Przestało drgać. Kilka dni potem umierało. Jego matka znów zadzwoniła. W nocy. Nie byłem przygotowany, by tam jechać, następnego dnia musiałem być w pracy. Tylko zapytałem: czy boli? Usłyszałem, że nie i uznałem, że nie jestem potrzebny. Nie wiedziałem wtedy, że lekarz swoją obecnością może wspierać rodziców w chwili śmierci dziecka. Ta matka tego ode mnie oczekiwała.

Po tym doświadczeniu zmienił pan zdanie?

Dotarło do mnie, że nie mogę łączyć etatu w szpitalu z usługami, które świadczy się w domu. Dla każdego lekarza śmierć jest wyzwaniem. Są — używając języka kolokwialnego — dwie szkoły jazdy. Pierwsza: uporczywa terapia, czyli stosowanie leczenia — według mnie — właściwe tylko u pacjentów mających szanse na przeżycie. Na pewno nie u tych, którzy takich szans nie mają. Coś takiego uprawiałem na oddziale intensywnej terapii w Centrum Zdrowia Dziecka. Tam wręcz obowiązywała na początku lat 80. dyrektywa, że dzieci nie mogą umierać spokojnie w swoim łóżku. Musiały być reanimowane i przenoszone do oddziału intensywnej terapii. Pamiętam też, że zdarzały się ucieczki dzieci ze szpitala. Mimo że każdy oddział był chroniony. Ale byli mali desperaci, którzy uciekali.

Dlaczego?

Bo się tam źle czuli.

W Centrum Zdrowia?

Może szpital był dla nich więzieniem?

Byli pod opieką najlepszych pediatrów w Polsce.

Rzeczywiście, pracuje tam wielu światłych ludzi. Ale nowoczesna pediatria nie powinna polegać na zamykaniu dzieci w szpitalu. Istnieje coraz więcej metod leczenia, które można stosować w domu. Respirator, dializa, żywienie dożylne, drobne zabiegi chirurgiczne, fizykoterapia, badanie USG. Nawet zabiegi stomatologiczne wykonujemy w warunkach domowych. Jeśli dysponuje się — jak Warszawskie Hospicjum dla Dzieci — odpowiednio wyszkolonymi pielęgniarkami, samochodami, systemem łączności, kamerami cyfrowymi i dobrym sprzętem, to nawet ciężko chore dzieci nie muszą na stałe przebywać w szpitalu. Wiele zabiegów i badań, których nie można przeprowadzić w domu, powinno wykonywać się ambulatoryjnie, bez hospitalizacji. Niestety, obecny sposób myślenia lekarzy i polityków zdrowotnych utrwala system szpitalny. Takich świadczeń, jak oferowane przez hospicjum domowe, w innych dziedzinach pediatrii po prostu się polskim dzieciom nie proponuje. Są dwa obiecujące wyjątki w postaci programów stosowania respiratora i żywienia dożylnego w warunkach domowych.

Przecież pan założył domowe hospicjum dla dzieci w 1994 r. Wtedy jedyne w kraju, ale dzisiaj takich instytucji jest w Polsce dużo więcej. I nic się nie zmienia?

Po 13 latach nastąpił w tej dziedzinie postęp. System hospicjów domowych dla dzieci obejmuje obecnie ponad 8 proc. populacji kraju. Pamiętam, że gdy wtedy postanowiłem założyć hospicjum, to wielu znajomych lekarzy twierdziło, że rujnuję sobie karierę, bo hospicjum domowe ma bardzo niski prestiż. Istnieje powszechna opinia, że to domena wolontariuszy — ludzi, którzy nie mają odpowiedniego wykształcenia, zajmują się trzymaniem chorych za rękę i — ewentualnie — podawaniem morfiny.

Wtedy nie zgadzał się pan z takim poglądem.

I nadal się nie zgadzam. Świadczymy przecież specjalistyczne usługi medycyny paliatywnej na bardzo wysokim poziomie. Tyle że w warunkach domowych.

Pana doświadczenie wykorzystują lekarze pracujący w szpitalach?

Czasem ktoś prosi o konsultacje. Nie tak dawno temu zaproponowałem utworzenie Komitetu Etyki Klinicznej w Centrum Zdrowia Dziecka. Rada ordynatorów ten projekt zrealizowała, dzięki czemu jestem członkiem tego komitetu. Ma on pomagać lekarzom w podejmowaniu bardzo trudnych decyzji, np. w przypadkach, gdy można odstąpić od przedłużania życia na rzecz opieki paliatywnej. Proszę sobie wyobrazić, że w ostatnim roku wpłynął do nas tylko jeden wniosek.

Środowisko traktuje pana raczej z rezerwą.

Podejrzewam, że patrzą na mnie jak na przybysza z innej planety. Prawdopodobnie uważają mnie za dziwaka, za człowieka, który zbyt jasno i zbyt dobitnie artykułuje problemy moralne dotyczące pediatrii i nie respektuje autorytetów. Teraz jestem samodzielnym naukowcem, ponieważ mam habilitację. Ale kiedyś jej nie miałem i zabierałem publicznie głos w sprawach, które tradycyjnie należą do profesorów. Wśród lekarzy nawet profesorowie z tej samej dziedziny wzajemnie się nie krytykują. Istnieje solidarność zawodowa. Na ogół jej przestrzegam, ale jeżeli dobro pacjenta wymaga, by postawić sprawę jasno, to ją stawiam. Najwyższą wartością w naszej etyce jest dobro dziecka, a nie dobro grupy zawodowej, Ministerstwa Zdrowia, NFZ czy szeroko pojętego prestiżu zawodowego.

Dlatego zakwestionował pan publicznie rozporządzenie prezesa NFZ, nakładające na hospicja dziecięce m.in. jakiś chory limit, że 60 proc. miejsc musi być przeznaczonych dla pacjentów z chorobą nowotworową i tylko 40 proc. dla pozostałych?

Tę walkę z wiatrakami toczę od wielu lat — bez względu na to, kto wygrywa kolejne wybory. Chodzi mi tylko o to, żeby pacjent, a w tym wypadku rodzice mieli wybór. Jeżeli wiemy, że dziecko ma postępujący zanik mięśni i możemy określić w przybliżeniu, kiedy dojdzie do kryzysu, to rodzice wcześniej powinni otrzymać informację: albo życie dziecka będzie przedłużane w szpitalu, albo będzie mogło spokojnie umrzeć w domu pod opieką hospicjum. Lubię ludziom przedstawiać jasne rozwiązania, a nie udawać, że nie ma problemu i odsuwać go w czasie. Dawno temu stworzyliśmy projekt standardów domowej opieki paliatywnej nad dziećmi. Znają go byli i obecni urzędnicy resortu. Mimo to wciąż nie ma w tej sprawie rozporządzenia ministra zdrowia. Zamiast tego Andrzej Sośnierz, prezes NFZ, wydał rozporządzenie, o którym pan wspomniał, biorąc jakieś cyfry z sufitu. Poparł go wiceminister Bolesław Piecha. Niedawno w audycji „Na celowniku” powiedział, że dzieci z chorobami nienowotworowymi nie zamierzają w rozsądnym czasie umrzeć. Szczerze wyjaśnił sposób myślenia urzędników. Jestem człowiekiem opanowanym, ale nie wytrzymałem i pozwoliłem sobie na publiczny komentarz. Profesor Religa oficjalnie przeprosił i powiedział autorce reportażu, że jest gotów się ze mną spotkać. Zadzwoniliśmy do ministerstwa na drugi dzień. Nic z tego. Widać są ważniejsze sprawy. Gdyby jednak ktoś z resortu miał zamiar wykazać odrobinę dobrej woli, to pełna dokumentacja publicznej debaty na ten temat czeka na stronie: www.hospicjum.waw.pl.

Ten bunt nieomal kosztował hospicjum utratę dofinansowania NFZ. Waszą ofertę współpracy z funduszem na 2007 r. odrzucono. Warto się tak szarpać?

W końcu, wprawdzie z opóźnieniem, NFZ przyjął naszą ofertę. Refunduje tylko około 20 proc. realnych kosztów prowadzonej przez nas opieki paliatywnej. Dlatego tak ważna jest samodzielność finansowa naszej fundacji. Osiągnęliśmy ją uczciwą pracą i sprawnym zarządzaniem. W ubiegłym roku na nasze konto dokonało wpłat ponad 13 tys. osób. Moglibyśmy spokojnie działać bez pomocy państwa. Ale nie składamy broni, bo w innej sytuacji znajdują się pozostałe hospicja w Polsce. Trzem w tej chwili pomagamy finansowo. Uruchomiliśmy specjalny program: wspieramy nowe hospicja dla dzieci przez dwa lata — tyle naszym zdaniem potrzeba, by taka instytucja się usamodzielniła. Warunek — przyjęcie naszych standardów i zasad wypracowanych w naszej fundacji, a także status organizacji pożytku publicznego. Ale nasze środki są niestety ograniczone, a na pomoc czekają następne trzy hospicja.

Wojciech Surmacz

Źródło:
2007-04-06 (ostatnia aktualizacja: 2007-04-05)
Puls Biznesu wyd. 2324, s. 14

"Można wierzyć lub nie, że ofiara cierpienia i śmierci niewinnych dzieci dopełnia cierpienie Chrystusa. Nie jestem teologiem ale tak to rozumiem" - również nie jestem teologiem ale podobnie wierzę, że są to Aniołki ....

Konkordat

Cytat:To żadna nowość że księża byli są i będą pazerni.Chciał bym zacytować fragment z książki "Śpiewy i Arye Teatralne i Światowe z różnych Oper i Komedyi zebrane"wydanej w Warszawie w r.1816.Przypomniał ją w "Cyruliku Warszawskim"w1932r.Julian Tuwim.(a było to pismo sanacyjne i prorządowe)


To, że w jakiejś Komedi, napisano, że Księża są pazerni, nie koniecznie musi być prawdą. Owszem wielu, Księży, Biskupów w historii często błądzili i nie postępowali zgodnie z nauczaniem Pisma Świętego, to prawda, ale czy na tej podstawie możemy wyciągać tak górnolotne tezy, iż Księża są pazerni?, no nie, gdyż x liczba, Księży, która zbłądziła, nie może zrzutować na wszystkich duchownych. Na prawdę wielu jest/było Księży z powołania, o których się nie mówi.
Wszak w komedii piszę, się róźne rzeczy. A Julian Tuwim, miał pochodzenie żydowskie i często krytykował, on polskie tradycję, drobnomieszczaństwo, patriotyzm, a także Kościół Katolicki.

Cytat:szkoda czasu, koleś ograniczony kompletnie nie zdający sobie sprawy z tego co wyprawia kler. szkoda słów na niego, zlewka i tyle


Taaa, ja jestem ograniczony, a ty może taki mądry, buhahahaha, nawet mnie nie rozśmieszaj. To Ty nie umiesz porzadnie replikować, a Twoje argumenty, są tak infantylne, że rozsądny 5 (słownie: pięciolatek!!!), z łatwością, by je rzobił w pył.

Rozpocznijmy, więc dyskusję nt. Kościoła w Polsce, zaprzestańmy popeliny słownej.
Zastanówmy się zatem w zarysie, jak w historii zasłużył sie Kościół.
Księża na nasze ziemie przybywali w X wieku. Uczyli prostych ludzi pisania, oraz czytania, to Oni prowadzili szkoły parafialne, gdyż nikt po za nimi o edukację dziecie nie dbał. To również Księża w naszym kraju zarządzali kancelarię królewską, a także prowadzli: roczniki, kroniki, to dzięki nim wiemy jakie wydarzenia miały miejsce kilkaset lat temu na naszych ziemiach np. :Wincenty Kadłubek, Gall Anonim. To Kościół pomagał biednym, chorym, prowadząc dla nich róznego rodzaju domy opieki. To dzięki zakonnikom, którzy całymi dniami przepisywali antyczne teksty zachowały się starożytne perełki literatury starożytnej. Księża zawsze byli nastawieni patriotycznie i szli do boju razem z narodem. Np. Piotr Skarga, świetny mówca, który słusznie przestrzegał przed rozbiorem Polski, już 200 lat przed rozbiorem, Piotr Ściegenny, który z karabinem w ręku walczył w Powstaniu Styczniowym, Ignacy Skorupka, młody Ksiądz (27 lat), który natchnął żołnierzy, podczas bitwy Warszawskiej do ofensywy, gdy się cofali, zginął w pierwszym szeregu trzymając krzyż, Jerzy Popiełuszko, który podnosił wiarę podczas swoich wspaniałych kazaniach, został zamordowany, przez komunistów... .
Nic dziwnego, zatem, że komuniści, przez cały okres PRL, chcieli podważyć opinię o Księżach, gdyż Ci ostatni reprezentowali polski patriotyzm, a to było nie w smak czerwonym. Agentki SB chodziły po parafii z poduszką pod bluzką i mówiły, że Ksiądz jej zrobił to dziecko.

Skąd wy macie taką obsesję na punkcie kleru?. Dlaczego nikt nie narzeka na przykład na środowisko prawnicze?. Tez przecież chodzą w kieckach ( togach), mają luksusowe wille, jeżdzą luksusuowym autami, a jednocześnie nie mają kas fiskalnych i są po za wszelką kontrolą prawną (ostatnio sędziowi chciano postawić zarzuty, ale nie uchylono mu imunitetu), ze strony państwa, tworzą krąg zamknięty - nie dopuszczając osób z poza układu rodzinno-towrzyskiego, robią liczne przekręty, a wszystko to pod przykrywką praworządności. Albo policjanci. Często słychać o brutalnych pobiciach na komisariatach, onadużyciach władzy, są niekompetetni, po 15 latach przechodzą na emeryturę (np. 35-letni emeryt), są przekupni, komendanci za dużo zarabiają, mają przywileje i wszystko to w ramach dbania o porządek obywateli.
O każdym zawodzie można napisać wiele złego. Pisząc prawdę, ale pod tezę. Nie można mówić, że księża to zło, że nic nie robią i tylko konsumują dobra materialne. Bo jest to tylko część prawdy, której nie można lekceważyć, ale również nie można jej wywyższać do rangi pradwy absolutnej
Była mowa, że ksiądz nie płaci podatku, ale czy na pewno?
Każdy ksiądz (zakonnik ) pracujący jako wikariusz czy proboszcz płaci podatek dochodowy (proboszcz płaci podwójną w stosunku do wikariusza stawkę)
Podatek płacą także księża (zakonnicy) zatrudnieni w szkołach, kuriach diecezjalnych fundacjach oraz wszystkich innych instytucji kościelnych.Oczywistym jest także, że każdy pracujący ksiądz (zakonik) opłaca tzw. składkę zdrowotną. Oznacza to, że ma takie samo prawo od leczenia w publicznej służbie zdrowia jak przeciętny obywatel. W latach PRL księża pozbawieni byli takiej opieki.
Kościół wypełnia czasem lukę w zaniedbaniach państwa np.
- Caritas
- Hospicja
- stypendia dl biednych uczniów
- wyjazdy na kolonie
- noclegownie np. brata św. Alberta
- pomoce dla uzależnionych, przodują w tym Franciszkanie
- pewien ksiądz 90% swoich parafian przekonał, by nie zabierali organów do nieba
I tak dalej i tym podobnym, no wiem, ale wy zaraz napiszecie, że "ale Ksieża są pazerni..."

Osobiście, nie wwszystko mi się podoba w Kościele, np. Księża-pedofile, powinny być nawet jeszcze bardziej surowo, niż nie duchowni. Również jestem, za tym, aby Kościół był ubogi, gdyż powinień się skupić tylko na sprawach duchowych, a nie materialnych i Księża muszą dawać przykład. Pomimo tego szanuję Kościół i będę Go bronił, bo jest to instytucja bardzo pożyteczna, a odsetetk "złych" Księży, nie jest na tyle duży, by się od niego odwrócić.

Wybory prezydenckie - II runda

Specjalnie dla muszkieterki

Cytat:Czy Polskę i Polaków stać na to by na jej czele stał historyk, który nie zna korzeni własnej rodziny, przeciwnik aborcji, który jednocześnie głosuje za ustawą dopuszczającą możliwość wykonywania takich zabiegów, stróż prawa, którego najbliżsi współpracownicy zamieszani są w rozmaite afery, człowiek, który koniunkturalnie zmienia zdanie w zależności od okoliczności, polski mąż stanu, który jednocześnie twierdzi, że polskość to nienormalność, polityk, który już dawno zapomniał, że „tak” powinno znaczyć „tak”- „nie” zaś „nie”?

Będziemy dumni z Polski”- to jedno z haseł wyborczych Donalda Tuska, lidera Platformy Obywatelskiej i kandydata tej partii na fotel prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Ten slogan można usłyszeć szczególnie na finiszu kampanii wyborczej Tuska, tym hasłem epatują też billboardy lidera PO rozmieszczone we wszystkich miastach Polski

- Wybierzemy Polskę odważną, otwartą, dumną, bez żadnych kompleksów, budującą swoją silną pozycję w Europie. Taka jest szansa.- wołał Tusk w Gdańsku podczas spotkania wyborczego na początku października ( PAP 01.10.2005).

Dumni, według Tuska, możemy być z Polski dopiero pod jego przywództwem, Polski rządzonej przez Platformę Obywatelską. Bo dzisiejszej Polski- kraju powstań i rozbiorów, bohaterskiej Polski walczącej o niepodległość, Polski cierpiącej i Polski wielkiej, Polski walczącej „o wolność Waszą i Naszą”, Polski Chopina, Sienkiewicza, Mickiewicza i Słowackiego, Polski Chrobrego, Kazimierza Wielkiego, Batorego i Sobieskiego, Polski Ojca Świętego Jana Pawła II- jak wynika z wielu wystąpień Tuska on sam się wstydzi….Przełom roku 1989 i pozorna wolność, jaka stała się udziałem Polaków za sprawą bohaterskiego zrywu „Solidarności” najwyraźniej nic nie zmieniła w mentalności Donalda Tuska, w jego stosunku do Rzeczpospolitej. Jeszcze w 1993 roku opowiadając się za prywatyzacją lekceważąco dyskredytował osiągnięcia i dorobek milionów Polaków, którzy mimo trudów komunistycznego zniewolenia wysiłkiem i mozołem budowali Polskę. „(…) polskie przedsiębiorstwa są małe albo nic nie warte i dlatego są tanio sprzedane(…)”- mówił Tusk opowiadając się za prywatyzacją- („Tusk nagi”- „Gazeta Wyborcza”, 14-15 sierpnia 1993 r.).

W 2005 roku Donald Tusk w pełen lekceważenia sposób wypowiada się o Polsce podczas konwencji wyborczej Platformy Obywatelskiej w Warszawie. „(…)Musimy uwolnić Polaków od poczucia wstydu za własne państwo.(…)- woła kandydat na prezydenta podczas spotkania ze swymi zwolennikami- („ Tusk rusza w pogoń”- „Rzeczpospolita” 04.05.2005).

Dzisiaj lider Platformy Obywatelskiej zapewnia, iż pod jego przywództwem będziemy dumni z Polski. Pytanie tylko- czy Polska i Polacy będą dumni z takiego prezydenta? Analiza wielu faktów z życia i kariery politycznej Donalda Tuska nasuwa, co do tego poważne wątpliwości.

Czterdziestoośmioletni dzisiaj Tusk urodził się 22 kwietnia 1957 r. w Gdańsku. W latach 1976-80 studiował historię na Uniwersytecie Gdańskim. To właśnie podczas studiów miał ponoć dowiedzieć się o swoim kaszubskim pochodzeniu i rodzinnych związkach z tym regionem Polski „(…)Miałem 21 lat, kiedy świętej pamięci Lech Bądkowski dorwał mnie w siedzibie „Solidarności” i spytał: „Czy pan wie, że jest pan Kaszubą?”. A ja zrobiłem wielkie oczy i dopiero po godzinnej rozmowie wyjaśnił mi, skąd są Tuskowie i jak bardzo ja sam jestem kaszubski - ojciec, matka i pradziadkowie po mieczu i po kądzieli pochodzą z Kaszub. Od tej chwili zacząłem to uświadamiać nie tylko sobie, lecz także mojej rodzinie, która zupełnie zapomniała o swoim pochodzeniu.(…)”- mówił Tusk w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”- ( „Donald Tusk. Polityk” Gazeta Wyborcza 11.09.2004 rok).

Od tego też czasu Donald Tusk często i chętnie podkreśla swój związek z Kaszubami samemu nazywając się rdzennym Kaszubą. W wystąpieniach najpierw polityka KLD, później UW wreszcie lidera PO pojawiają się akcenty szowinistyczne, wzmianki o pewnej niezależności Kaszub. W zamian zyskuje poparcie i sympatię kaszubskich stowarzyszeń i organizacji regionalnych. „(…)Nie popieramy żadnej partii i z żadną nie chcemy się wiązać - mówi Brunon Synak, prezes Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego(…) Zrzeszenie popiera jednak konkretnych kandydatów - kilkunastu polityków Platformy Obywatelskiej, AWSP i Unii Wolności, którzy w większości należą do Zrzeszenia oraz popierają ideę zachowania tożsamości grup regionalnych i wzmocnienia samorządu.(…)Zwykle rekomendację od Kaszubów otrzymywał Donald Tusk, ale w tym roku za późno się zgłosił(…)”-pisała „Rzeczpospolita” ( „Partyjny lepszy niż swój” – „Rzeczpospolita” 31.08.2001).

Czy jednak lokalny, regionalny patriotyzm Donalda Tuska nie jest tylko i wyłącznie iluzją stworzoną na potrzeby kampanii wyborczej? Do korzeni kaszubskich przyznaje się w Polsce wg różnych danych nawet około 800 tysięcy osób. To pokaźny elektorat, którego głosy przynoszą korzystne efekty nie tylko podczas wcześniejszych kampanii parlamentarnych, ale i obecnej kampanii prezydenckiej. Trudno jednak powiedzieć, na ile ów „kaszubizm” Tuska jest prawdziwy.

„(…)Pamiętam, że babcia obraziła się na mnie śmiertelnie, kiedy powiedziałem jej, że jest w stu procentach Kaszubką (…)”- wspominał Tusk- ( „Donald Tusk. Polityk” – „Gazeta Wyborcza” 11.09.2004 r.). W 2003 roku, bowiem obecny kandydat Platformy Obywatelskiej na fotel prezydenta RP spotyka się w Warszawie z Eriką Steinbach znaną z antypolskiego nastawienia i dążeń do rewindykacji granic polsko-niemieckich. Niemkę, która znalazła się na ziemiach Polskich w wyniku agresji Niemiec na Polskę, bowiem jej ojciec służył w armii okupacyjnej Donald Tusk nazywa „swoją sąsiadką” i podkreśla, że jego babcia zginęła na „Gustloffie” (statku ,wiozącym uciekające z Polski przed Armią Czerwoną rodziny niemieckich żołnierzy i urzędników, storpedowanym przez radziecką łódź podwodną. Co ciekawe- „Gustloff” był statkiem przeznaczonym „nur fur Deustche”- przyp. WW). Jakie więc są korzenie Donalda Tuska: polskie, kaszubskie, a może niemieckie?

„(…)Po wojnie, używając częściej niemieckiego niż polskiego... [moja rodzina] nie miała wątpliwości, kto za to odpowiada(…)”- przytacza fragment wypowiedzi Tuska, redaktor Artur Rojek na łamach Tygodnika Katolicko-Narodowego „Głos”.

Pewne światło na faktyczne rodzinne proweniencje Donalda Tuska rzucają również ostatnie wstrząsające informacje ujawnione przez media, dotyczące wojskowej służby dziadka Donalda Tuska- Józefa w armii okupacyjnej, w szeregach niemieckiego Wehrmachtu. Sam Tusk przez długi czas konsekwentnie i z uporem zaprzeczał tym informacjom nazywając je oszczerstwami, kłamstwami i pomówieniami. Zmienił taktykę, kiedy światło dzienne ujrzały dokumenty jednoznacznie potwierdzające udział jego dziadka w jednostkach Wehrmachtu. „(…) Nie wiedziałem o tym. Gdybym miał taką wiedzę nie ukrywałbym jej (…)”- przekonywał Tusk -(PAP 14.10.2005). Jego zapewnienia brzmią jednak, co najmniej mało przekonywująco, jeśli weźmie się pod uwagę fakt, iż Tusk jest historykiem, autorem książek i publikacji dotyczących Gdańska, wreszcie to, że sam często powołuje się na rzekomo kaszubskie korzenie swojej rodziny.

Do dokumentów, z których wynika, że Józef Tusk jesienią 1944 roku został wcielony do jednostki zapasowej niemieckiego wojska, dotarły „Fakty” TVN oraz „Wiadomości” TVP. Obie telewizje zaprezentowały reprodukcję zaświadczenia z berlińskiego archiwum, które potwierdza przynależność J. Tuska do byłego Wehrmachtu. Według pracownika archiwum, mówi o nim tylko jeden meldunek z następującymi informacjami: „Józef Tusk urodzony 23 marca 1907 w Gdańsku. Wcielony do Wehrmachtu między 2.08.1944 a 12.10.1944 (brak dokładnej daty). Służył w kampanii Kadrowej 328 Zapasowego Batalionu Szkolnego Grenadierów”. Niemieckie jednostki zapasowe istniały od początku wojny. Do jednostek zapasowych mógł trafić, i z reguły trafiał każdy, kto znalazł się na liście tzw. III grupy niemieckiej listy narodowościowej (DVL). Po zamachu na Hitlera i klęskach Wehrmachtu na froncie wschodnim, od sierpnia 1944 zaczęło narastać zjawisko niedostatku poborowych. Dlatego dowództwo Wehrmachtu i SS powołując się na rozkaz Hitlera zaczęło szukać poborowych także wśród mieszkańców terenów włączonych do Rzeszy, skazanych na roboty przymusowe. Sztabowcy Tuska jako argumentu w obronie przeszłości dziadka swojego kandydata używają informacji wskazującej na pobyt Józefa Tuska w obozie koncentracyjnym w Stuthofie. Dziadek Tuska miał zostać do Wehrmachtu wcielony siłą. Nasuwa się jednak pytanie- czy stan zdrowia więźnia obozu koncentracyjnego mógł pozwolić na przymusowe wcielenie do niemieckiego wojska, czy też nie była to decyzja dobrowolna Józefa Tuska? Nie ulega natomiast wątpliwości, że pojawiające się w mediach informacje o przeszłości dziadka Donalda Tuska rzucające cień na „bohaterską” dotąd przeszłość jego przodka wzbudziły zaniepokojenie i wreszcie agresję samego kandydata. „(…)grzebanie w życiorysach dziadków i pradziadków” na potrzeby kampanii jest „wyjątkowo ohydne(…)”- bulwersuje się Tusk,( PAP 15.10.2005) którego kampania nomen omen głównie za sprawą działań Gronkiewicz-Waltz i konferencji w warszawskich hospicjach, gdzie w sposób niezwykle podły wykorzystano problemy umierających ludzi może budzić tylko wstręt i oburzenie.

O tyle o ile związki rodziny Tuska z niemiecką armią okupacyjną i kwestia rzeczywistych korzeni samego kandydata najprawdopodobniej pozostanie już w sferze domniemywań, podejrzeń i narosłych wokół „afery Wehrmachtu” wątpliwości, o tyle oczywistym i niezaprzeczalnym jest fakt proniemieckich sympatii samego Tuska jak i niezwykle silnego poparcia dla jego kandydatury w środowiskach niemieckich zarówno w Polsce jak i za granicami naszego kraju. Donald Tusk dwukrotnie: w 2003 i w 2005 roku spotyka się na debatach z Eriką Steinbach przewodniczącą Niemieckiego Związku Wypędzonych. Steinbach, córka niemieckiego żołnierza biorącego udział w okupacji Polski znana jest z żądań rewindykacji granic, zwrotu rzekomo należących do Niemiec-polskich Ziem Zachodnich. Od dłuższego czasu Steinbach prowadzi kampanie nienawiści pod adresem Polski, uciekając się do kłamliwych oszczerstw, pomówień i mniemających prawnego uzasadnienia żądań. Miast jednak całkowitego ostracyzmu i bojkotu polityczno-towarzyskiego (jaki nomen omen spotkał ze strony socjalistycznych polityków krajów UE- kontrowersyjnego Austriaka Jorga Haidera) Donald Tusk pełniąc w 2005 roku funkcję wicemarszałka Sejmu wziął udział w debatach nobilitując zarazem Erikę Steinbach przed polska opinia publiczną i nadając temu spotkaniu rangę debaty na bardzo wysokim szczeblu.

Lider Platformy Obywatelskiej nie widział też nic złego w spotkaniu z byłym kanclerzem Niemiec- Helmutem Kohlem. Jak podała Polska Agencja Prasowa „(…)Kandydat na prezydenta dodał, że spotkanie z Kohlem będzie bardzo długo pamiętał, ponieważ jest to wielki autorytet polityki niemieckiej. Według niego, Kohl zapewnił, że Polska i on osobiście mogą liczyć na jego pomoc, zwłaszcza w tych sprawach, które wymagają naprawy w relacjach polsko-niemieckich. Tusk podkreślił, że znaczenie opinii byłego kanclerza w Niemczech i w całej Europie jest nie do przecenienia.(…)”-(PAP. 18.09.2005). Tymczasem już miesiąc później ten sam Helmut Kohl w spotkaniu z prezydentem Federacji Rosyjskiej werbalnie „wymazał Polskę z mapy” mówiąc „(…)Rosja jest i pozostanie najważniejszym sąsiadem Niemiec na Wschodzie”

To właśnie również dzięki głosom mieszkającej w Polsce Mniejszości Niemieckiej Donald Tusk zawdzięczał przewagę nad Lechem Kaczyńskim uzyskaną w I turze wyborów prezydenckich. W Opolu i okolicach wg Gazety Wyborczej przewaga Tuska sięgnęła nawet 40 procent. „(…)Tusk jest bardziej liberalny, a Kaczyński reprezentuje nurt nacjonalistyczny, nieprzychylny mniejszościom. Wybór członków TSKN nie powinien, więc dziwić - mówi ks. Wolfgang Globisch, duszpasterz mniejszości niemieckiej w diecezji opolskiej (…)”- („Gazeta Wyborcza” wydanie opolskie 11.10.2005 „Opolscy Niemcy poparli Donalda Tuska”).

Dzięki poparciu mieszkających w Polsce Niemców Tusk wygrał z Kaczyńskim również Grudzicach i Gosławicach. Przedstawiciele Mniejszości Niemieckiej nie ukrywają swojej sympatii wobec Donalda Tuska. „(…)- Nasze głosowanie nie powinno zaskoczyć. Tusk jest bardziej otwarty na Europę, na pewno on jako prezydent gwarantuje lepsze stosunki z Niemcami, co dla naszych wyborców miało ogromne znaczenie. Natomiast prezydentura Lecha Kaczyńskiego oznacza zamknięcie się na Europę i ograniczanie praw mniejszości - twierdzi Andrzej Kasiura, członek zarządu województwa z mniejszości niemieckiej(…)”- (Gazeta Wyborcza- wydanie opolskie 11.10.2005).

Niemieckie fundacje: Fundacja Friedricha Neumanna, Fundacja Friedricha Eberta i Fundacja Konrada Adenauera są sponsorami Instytutu Studiów Strategicznych, w którego władzach zasiadają dwaj główni kandydaci Platformy Obywatelskiej do fotela ministra spraw zagranicznych: Jacek Saryusz-Wolski i Bogdan Klich. Donald Tusk może również liczyć na wyjątkową przychylność niemieckich mediów, które w niespotykany dotąd sposób usiłują wpływać na wynik wyborów prezydenckich w Polsce lansując Tuska i poddając ostrej krytyce jego kontrkandydata Lecha Kaczyńskiego.”(…) Po klęsce postkomunistycznej lewicy w wyborach parlamentarnych główna linia podziału politycznego w Polsce przebiega obecnie pomiędzy siłami lewicowo-klerykalnymi a prawicowo-liberalnymi(…)” komentowała niemiecka gazeta „Frankfurter Allgemeine Zeitung w numerze z 5 października bieżącego roku. Tydzień później 13 października inna niemiecka gazeta „ Die Welt” z niekłamaną radością stwierdza „(…)W pierwszej turze wyborów prezydenckich narodowi konserwatyści, którzy wykorzystują obawy przed Niemcami, uzyskali najgorsze wyniki właśnie na terenach położonych wzdłuż granicy na Odrze i Nysie.(…)”. Niespełna miesiąc wcześniej 27 września 2005 roku ten sam „Die Welt” wypowiedzi Kaczyńskiego na temat polskiej polityki zagranicznej komentował ironicznie – „(…)”zbiór narodowych kompleksów”, przedstawianych w dodatku niedyplomatycznym językiem. W interesie Polski jest to, by PO miała decydujący głos w polityce zagranicznej(…)”. Z kolei lewicowy niemiecki „Taz” ostrzegał wówczas przed „(…)zdominowaniem polskiego parlamentu przez siły reakcyjne, co nie rokowałoby dobrze demokratycznym prawom i ochronie mniejszości(…).” Nie dziwie więc fakt, że jak wynika z nieoficjalnych przecieków z obozu Platformy Obywatelskiej- pierwszą podróż zagraniczną jako prezydent Polski Donald Tusk zamierza odbyć…do Berlina.

Donald Tusk już podczas studiów związuje się z tzw. „konstruktywną opozycją”, współpracuje też z Wolnymi Związkami Zawodowymi Wybrzeża i uczestniczy w zawiązaniu Studenckiego Komitetu Solidarności. Po sierpniu 1980 należał do NSZZ „Solidarność”, a także, wraz z Maciejem Płażyńskim, zakładał Niezależne Zrzeszenie Studentów na Uniwersytecie Gdańskim. Płażyński, późniejszy marszałek Sejmu pozostaje bliskim przyjacielem Tuska przez następne lata. W latach 1983-90 Tusk pracował w Spółdzielni Pracy Usług Wysokościowych „Świetlik” (później „Gdańsk”), kierowanej przez jego przyjaciela Macieja Płażyńskiego. Zarabiał jako „alpinista przemysłowy”, czyli robotnik pracują na dużych wysokościach m.in. przy malowaniu kominów fabrycznych. W 2001 roku Tusk wspólnie z Olechowskim i Płażyńskim wspólnie zakładają Platformę Obywatelską. A jednak dzisiaj Maciej Płażyński publicznie deklaruje, że nie poprze Donalda Tuska w wyborach prezydenckich. „(…)W polityce nie decydują względy towarzyskie lub przyjacielskie. Zagłosuję na Lecha Kaczyńskiego jako kandydata bardziej rozumiejącego państwo. W sporze między wizją Polski liberalnej Donalda Tuska, a Polską solidarną Lecha Kaczyńskiego, jestem po stronie Polski solidarnej (…)”- mówi były lider PO, a obecnie senator-elekt Maciej Płażyński ( PAP 17.10.2005).

W czasach studenckich i w latach 80-tych Donald Tusk uchodzi w swoim środowisku za zadeklarowanego antykomunistę. Jednak jak pokazał czas w jego przypadku od deklaracji się zaczęło i tylko na deklaracjach się skończyło.

W czerwcu 1992 roku Tusk odgrywa istotną rolę w procesie zablokowania lustracji i dekomunizacji poprzez obalenie rządu antykomunistycznego premiera Jana Olszewskiego. W maju 1992 roku ówczesny poseł Janusz Korwin-Mikke zgłosił w Sejmie projekt uchwały zobowiązującej ministra spraw wewnętrznych do podania do dnia 6 czerwca 1992 r. pełnej informacji na temat urzędników państwowych szczebla od wojewody wzwyż, a także senatorów, posłów, którzy współpracowali ze Służbą Bezpieczeństwa. Za uchwałą głosuje 186 posłów, przeciw jest 15, 32 wstrzymuje się od głosu. Sejmowa lewica poparta przez kluby Unii Demokratycznej i Kongresu Liberalno-Demokratycznego, na czele którego w owym czasie stoi właśnie Donald Tusk uznające ową uchwałę za nielegalną. Do marszałka Sejmu trafia przygotowany przez UD, KLD i PPG wniosek o odwołanie premiera Olszewskiego. 4 czerwca 1992 roku, w nocy, gdy w Sejmie trwa debata nad wnioskiem o trybie i sposobie odwołania rządu Jana Olszewskiego w pokoju prezydenckim w Sejmie odbywa się tajne spotkanie polityków, utrwalone na taśmie wideo. To słynna „nocna zmiana”. Powstaje koalicja strachu, która ma za zadanie obalić rząd Olszewskiego. Obok Lecha Wałęsy w spisku mającym na celu powstrzymanie lustracji poprzez obalenie rządu biorą udział również Donald Tusk, Tadeusz Mazowiecki, Leszek Moczulski., Waldemar Pawlak W pośpiechu zawiązują egzotyczną koalicję popierająca kandydaturę nowego Pawlaka na nowego premiera. „(…)Jak SLD nie skrewi, to przejdzie. A jak nie przejdzie...(…)” – denerwuje się Donald Tusk ( film dokumentalny „Nocna Zmiana” reż. Jacek Kurski).

5 czerwca 1992 roku o godz. 0.40 Sejm odwołuje Jana Olszewskiego. Lustracja zostaje wstrzymana Za obaleniem rządu zgodnie głosują: Unia Demokratyczna, Sojusz Lewicy Demokratycznej, Konfederacja Polski Niepodległej i kongres Liberalno-Demokratyczny kierowany przez Donalda Tuska.

Trzynaście lat później, dzisiaj –kiedy społeczeństwo jest już świadome tragicznych dla Polski skutków, jakie spowodowało nie przeprowadzenie na początku lat dziewięćdziesiątych lustracji i dekomunizacji Donald Tusk z duma mówi o swoim udziale w wydarzeniach nocy czerwcowej 1992 roku, wydarzeniach, które na długo zagwarantowały esbeckim oprawcom i katom, konfidentom komunistycznych służb specjalnych całkowitą bezkarność. W październiku 2005 roku podczas spotkania z wyborcami w Gdańsku na Dworze Artusa pytany o swój udział w „Nocnej Zmianie” Tusk zapewniał „(…) Wspomagałem Lecha Wałęsę od 1978 roku po to aby obalić komunizm. A w roku 1992 po to, żeby nieudolny premier z nieudolnymi ministrami nie zmarnowali wysiłków milionów Polaków. Dokładnie tego samego dnia i tej samej godziny- gdyby zawrócić czas, gdybym wrócił w to samo miejsce i w ten sam czas- wspólnie z Lechem Wałęsą powiedziałbym tak samo, jak wtedy: dość dla Jana Olszewskiego, Antoniego Macierewicza, Gabriela Janowskiego, Adama Glapińskiego, dla ludzi, którzy marnowali każdej godziny i każdego dnia nasz wielki wysiłek. Jeśli jeszcze raz tacy ludzie wyciągną rękę po władzę(…)” -(TVN24 – 2 października 2005 roku). Podobne słowa padają z ust Tuska na początku października podczas debaty zorganizowanej przez „Gazetę Wyborczą”. „(…)Ja się tego nie tylko nie wstydzę, ale też zrobiłbym dziś dokładnie to samo co w 1992 r. Bo rząd pana Olszewskiego z panem Macierewiczem, z panem Gabrielem Janowskim to było nieszczęście dla Polski.(…)”- zapewnia Donald Tusk -( Gaz. Wyb. 07.10.2005)

Kiedy pojawiły się zarzuty o współpracy Małgorzaty Niezabitowskiej ze Służbą Bezpieczeństwa w rozmowie z Moniką Olejnik przeprowadzaną na antenie Radia Zet lider PO zapewnia, że „nie ma w sobie namiętności lustratora”. A kiedy w marcu 2005 roku „Prawo i Sprawiedliwość” kierowane przez Jarosława Kaczyńskiego proponuje wniosek odwołanie związanego z postkomunistyczną lewicą prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego jako winnego nie zawiadomienia prokuratury o popełnieniu przestępstwa w głośnej sprawie tzw. „Afery Rywina” Donald Tusk jest temu wyraźnie przeciwny, „(…)Przewodniczący Platformy Obywatelskiej Donald Tusk zapowiedział już, że nie poprze działań w kierunku odwołania prezydenta, czego chce PiS.(…)”- informowała Gazeta Wyborcza- ( „Inpeachmentu nie będzie” 03.03.2005).

Po deklarowanym przez Tuska w czasach studenckich antykomunizmie, po za werbalnymi deklaracjami składanymi sporadycznie przez niego na użytek mediów dziś nie pozostał nawet ślad…

W pierwszym szeregu polityków z tzw. „górnej półki” Donald Tusk znalazł się w 1988 roku kiedy to zasiadł we władzach Gdańskiego Stowarzyszenia Kongresu Liberałów, który w 1990 przekształcono w partie polityczną Kongres Liberalno-Demokratyczny. Donald Tusk zostaje przewodniczącym tej partii i posłem na Sejm I Kadencji (1991-1993). W owym okresie Tusk nie należy do wybijających się polityków, swoje przysłowiowe „pięć minut” ma dopiero we wspomnianym już okresie czerwca 1992 roku, kiedy to aktywnie bierze udział w obaleniu prolustracyjnego rządu premiera Jana Olszewskiego. Sam Kongres Liberalno- Demokratyczny pod przewodnictwem Tuska również nie odgrywa większej roli na scenie politycznej, po za krótkim okresem kiedy to premierem rządu zostaje związany z KLD Jan Krzysztof Bielecki. Generalnie jednak rola partii Tuska ogranicza się do współpracy z Unią Demokratyczną i Polskim Porozumieniem Gospodarczym, z którymi współtworzy zaplecze polityczne dla rządu Hanny Suchockiej. W tym tez okresie poglądy Tuska dotąd dość umiarkowane mocno się liberalizują.

Kiedy w styczniu 1993 roku dochodzi w Sejmie do głosowania nad projektem ustawy antyaborcyjnej. Zwolennicy mordowania dzieci poczętych wnoszą poprawki, które umożliwiałyby kobietom dokonywanie aborcji na przykład jak chciał Andrzej Wielowiejski z Unii Demokratycznej -„gdy matka dziecka lub jej rodzina znajdują się w ciężkiej sytuacji życiowej”. Z kolei lewicowi i liberalni zwolennicy legalności prenatalnego dzieciobójstwa zaproponowali dopuszczalność bezkarnej aborcji w trzech wypadkach - gdy ciąża jest efektem przestępstwa, gdy poczęte dziecko jest zdeformowane albo kalekie, albo też w sytuacji, gdy ciąża zagraża zdrowiu lub życiu matki. Za praktycznie nieograniczoną możliwością mordowania dzieci poczętych głosowali m.in. Jan Krzystof Bielecki i Janusz Lewandowski. Ograniczoną do kilku wypadków legalność aborcji poparli z kolei: Jan Maria Rokita oraz Bronisław Komorowski. Sam Donald Tusk głosował za bezkarnością oraz legalnością aborcji w trzech ww. wypadkach, nie przyszedł zaś na głosowanie nad poprawką pozostawiającą aborcję prawie całkowicie legalną. Dzisiaj Donald Tusk usiłuje przekonywać, że jego ówczesne zachowanie było podyktowane czymś w rodzaju „politycznej konieczności” mówiąc w wywiadzie dla tygodnika „Ozon”- „(…)Wówczas dyskusja była o wiele trudniejsza dla ludzi o umiarkowanych poglądach. Powstały dwa obozy i obu źle z oczu patrzyło. Stanowiska stron niezwykle się wtedy spolaryzowały. Niejeden biskup uważał, że liberalizm jest rodzonym bratem komunizmu, a niejeden liberał był przekonany, że każdy przeciwnik aborcji jest rzecznikiem ciemnogrodu. I nie ukrywam, że my, liberałowie, byliśmy wobec takiej polaryzacji bezradni(…)”- ( „Ozon 13.10.2005”Dojrzewanie liberała”).

Dzisiaj jednak, kiedy wszelkie sondaże wskazują, że zdecydowana większość społeczeństwa uważa aborcję za zło Donald Tusk również przypisuje sobie takie poglądy „(…)Jestem przeciwko aborcji. Ale każdy, kto ma jakieś doświadczenie życiowe, musi w sobie znaleźć przestrzeń dostrzegania dramatyzmu różnych życiowych wyborów(…)” – zapewnia w wywiadzie dla tygodnika „Ozon” (13.10.2005). Najwyraźniej jednak nie chce stracić głosów lewicowego elektoratu, który opowiada się za dopuszczalnością aborcji i w tymże wywiadzie dodaje natychmiast::”(…) A jako polityk odpowiadam otwarcie: prawo, które obecnie mamy w Polsce, jest dobre. Wywołuje stosunkowo mało konfliktów i wpływa na zmianę postaw. Doprowadziło ono także do wyraźnego spadku liczby wykonywanych aborcji. Nie zapobiega oczywiście nielegalnym zabiegom, ale przecież nie ma prawa skutecznego w stu procentach. (…)”

W wyborach w1993 r. KLD nie dostał się do parlamentu. W 1994 r. Tusk wraz z Tadeuszem Mazowieckim doprowadził do zjednoczenia KLD i UD i powstania Unii Wolności. Został wiceprzewodniczącym nowej partii. Funkcję tę pełnił do 1995 r. W wyborach w 1997 roku z sukcesem ubiegał się o mandat senatora; został też wicemarszałkiem Senatu. Na kongresie Unii Wolności w grudniu 2000 r. Tusk przegrał rywalizację o fotel szefa Unii z Bronisławem Geremkiem. Ożywiło to podziały w Unii Wolności między działaczami dawnych ugrupowań: UD a KLD. Po przegranej walce o szefostwo UW Tusk opuścił tę partię i zdecydował się wraz z Maciejem Płażyńskim i Andrzejem Olechowskim stworzyć Platformę Obywatelską. W wyborach parlamentarnych 2001 r. Platforma wystartowała jako komitet wyborczy wyborców zdobywając 12,69 proc. poparcia, co przełożyło się na 65 mandatów poselskich. Na pierwszym posiedzeniu Sejmu IV kadencji Tuska wybrano na wicemarszałka.

Okres kariery parlamentarnej wskazuje na co najmniej rozbieżność opinii Donalda Tuska w sprawach ważnych dla Polski i polskiego społeczeństwa. Nie tylko w przypadku aborcji działania Tuska różnią się od jego obecnych, składanych dzisiaj w kampanii wyborczej deklaracji. Sam Donald Tusk, który okazuje się być politykiem chwiejnym niczym przysłowiowa chorągiewka z dziecięcego wierszyka „ chorągiewka, na wieży nigdy nie próżnuje, w która stronę wiatr wieje, zaraz pokazuje” próbuje to tłumaczyć…ewolucją poglądów. „(…) liberał staje się konserwatystą, kiedy dorasta jego córka. A moja dorosła. I ja dojrzewam wraz z nią. Doświadczenia kształtują moje poglądy – w klasycznym kierunku: od radykalizmu do umiarkowania i konserwatyzmu.(…)”- mówił Donald Tusk w cytowanym już wywiadzie dla tygodnika „Ozon” ( 13.10.2005).

Zupełnie inaczej, jakże trafnie podsumowuje ową ”ewolucję poglądów” Donalda Tuska jego kontrkandydat do fotela prezydenta RP Lech Kaczyński, który w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” podsumowuje postawę swojego rywala ironicznym stwierdzeniem: „(…)Dopóki w Polsce wypadało sądzić, że różne patologie nie są poważnym problemem, to taka była postawa mojego kolegi. Później to się zmieniło(…)Krótko przed wejściem do UE powstał problem, czy wywalczyliśmy odpowiednie warunki. Słuszne było wtedy sądzić, że te warunki są już wystarczające, że więcej się nie da wywalczyć. I tak sądził wówczas Donald Tusk.. A gdy się potem okazało, że te warunki jednak można poprawić, Donald Tusk też się z tym zgadzał.(…)”- („Gazeta Wyborcza” 6/7 pażdziernika 2005 art.” Debata Kaczyńskiego i Tuska w Gazecie: Wojna dwóch światów”).

Swoistą chwiejność poglądów Donalda Tuska można zauważyć również w przypadku kwestii homoseksualizmu. We wspomnianym wcześniej wywiadzie dla tygodnika „Ozon” lider Platformy Obywatelskiej zapewnia, iż jest stuprocentowym przeciwnikiem związków homoseksualnych. Ale w tym samym wywiadzie przyznaje, że wydałby zgodę na organizacje homoseksualnej parady ulicznej. „(…)Zgodziłbym się. Demonstrować mają prawo także ci, którzy mają inne poglądy od naszych. Bo jak rozdzielić pomysł legalizacji związków homoseksualnych (z prawem do adopcji dzieci) od prawa człowieka do manifestowania własnych poglądów, lęków, fobii.(…)” („Ozon 13.10.2005).

Na hipokryzję czy wręcz rozdwojenie jaźni wskazywać mogą inne wypowiedzi kandydata Tuska. Oto bowiem w rozmowie z dziennikarzem „Ozonu” Tusk zapewnia „(…)sądzę, że państwo powinno opiekować się tradycyjną rodziną – z kobietą, mężczyzną i dziećmi(…)”, gdy tymczasem 3 jeszcze w sierpniu tego samego roku daje się poznać jako przeciwnik ulg podatkowych związanych z możliwością wspólnego opodatkowania małżeństw - „(…)Jest to piękna, ale nierealistyczna idea. Choćby dlatego, że należałoby rozróżniać bogate i biedne rodziny, którym taka forma opodatkowania przysługuje. W innym wypadku rodziny biedne płaciłyby na rodziny bogate - czy to by było uczciwe? Wprowadzanie kolejnych ulg do systemu podatkowego oznacza jeszcze więcej urzędników, a więc dalsze koszty i komplikacje.(…)” oraz prawa do wcześniejszego przejścia kobiet na emeryturę - „(…)Nie są potrzebne, ponieważ kobiety na tym tracą. Dostają mniejsze emerytury od mężczyzn, a żyją przeciętnie dłużej. Żałosne jest to, że kobietom wmawia się, że zyskują na wcześniejszych emeryturach.(…)”- przekonuje Donald Tusk („Gazeta Wyborcza” 12.08.2005). Nie ukrywa swojego negatywnego stosunku do projektu dłuższych urlopów macierzyńskich – „(…)Czy kobiety, które walczą o utrzymanie się na rynku pracy, chcą dłuższych urlopów? Czy państwo ma kobietom zabraniać pracować?(…)”- bulwersuje się lider Platformy Obywatelskiej. ( Gaz Wyb 12.08.2005).

Chwiejny i zmienny stosunek w zależności od politycznej koniunktury okazuje też Donald Tusk podczas negocjacji związanych z wejściem Polski do Unii Europejskiej. Kiedy korzystna z medialnego i propagandowego punktu widzenia jest krytyka de facto fatalnych warunków członkostwa Polski w strukturach UE wynegocjowanych przez nieudolnych przedstawicieli rządu Leszka Millera wówczas to Donald Tusk i działacze jego partii nie szczędzą ostrych słów krytyki. Nie przeszkadzało mu to jednak agitować za wejściem Polski do UE. „(…)Nie zostawiajcie decyzji w sprawie Unii tym, którzy chcą podczas referendum zostać w domach. Zagłosujcie na tak, bo Unia jest szansą dla nas wszystkich(…)” - przekonywał Donald Tusk ( Gazeta Wyborcza 19.05. 2003). Analogicznie lider Platformy Obywatelskiej i działacze jego partii zachowywali się podczas medialnych i publicznych debat nad projektem Konstytucji Europejskiej. Z jednej strony Jan Maria Rokita deklarował zdecydowany sprzeciw wobec unijnego bubla, „Nicea, albo śmierć” z drugiej sam Tusk i bliskie mu środowisko, a zwłaszcza Andrzej Olechowski wykazywało wole daleko idącego consensusu. „(…)Kapitulacji mówimy nie - takie jest stanowisko Platformy Obywatelskiej w sprawie konstytucji europejskiej. Jednocześnie PO zapowiada własną propozycję kompromisu co do systemu głosowania w radzie europejskiej (…) - pisała Gazeta Wyborcza ( 21.03.2004) informując zarazem „(…)Tusk przyznał, że sytuacja na scenie europejskiej zmieniła się, gdy wybory w Hiszpanii w ubiegłą niedzielę przegrała popierająca nas prawica.(…)” – (Gaz. Wyb. 21.03.2004 „ PO: kompromis w sprawie konstytucji UE”).

Donald Tusk w swoim środowisku uchodzi za zdeklarowanego liberała i gorącego zwolennika prywatyzacji. „(…)Mogę stanąć nago na głowie na szczycie Pałacu Kultury i powtarzać, że prywatyzacja już przyniosła Polsce biliony złotych, że polskie przedsiębiorstwa są mało albo nic niewarte i dlatego są tanio sprzedane.(…)” twierdził Donald Tusk (Z. Nowak „Tusk nagi” „Gazeta Wyborcza”, 14-15 sierpnia 1993 r.). Bywało jednak i tak, że obecnemu kandydatowi na prezydenta prywatyzacja myliła się z prywatą. Tak było w marcu 2001 roku kiedy to do Koszalina w ramach poparcia dla akcji „Jesteśmy przeciwko finansowaniu partii politycznych z pieniędzy podatników” Donald Tusk przyjechał…służbową lancią wicemarszałka Senatu, a więc samochodem finansowanym właśnie z pieniędzy podatników. „(…)Nie jest żadną tajemnicą, że poruszam się po kraju służbowym autem Senatu(…)” – przyznawał wówczas Tusk na konferencji prasowej. (Gazeta Wyborcza 27.03.2001 rok).

Zastanawiać może też sytuacja osobistego poręczenia przez Donalda Tuska, wówczas wicemarszałka Sejmu za osoby podejrzane w jednej z największych afer finansowych na Pomorzu. Przed gdańskim sądem właśnie rusza ich proces. Jak podała Polska Agencja Prasowa(19.09.2005) do dokumentów podpisanych przez wicemarszałka Tuska dotarli dziennikarze „Życia Warszawy” – „(…)Przyjąłem poręczenie od pana Tuska, które dostarczyła mi w listopadzie 2001 roku rodzina Andrzeja M. Był on wtedy w areszcie. Poręczenie dołączyłem do akt” ­ powiedział mec. Roman Mirecki, obrońca Andrzeja M.(…) Drugi raz marszałek w tej samej sprawie poręczył w lutym 2003 roku za Izabelę S., zasiadającej we władzach spółek należących do Andrzeja M.(…)-” przytacza fragmenty artykułu PAP.

Wiele wątpliwości wiąże się też z „Fundacją Liberałów”, instytucją, w której radzie zasiada Donald Tusk. W maju 2003 roku Lucyna Czajkowska, księgowa spółki „Dukat” należącej do Dariusza Przywieczerskiego, jednego z głównych oskarżonych w procesie FOZZ powiadomiła sąd o znacznych dotacjach finansowych przekazywanych ponoć przez oskarżonego właśnie Fundacji Liberałów i Unii Demokratycznej. Pieniędzy jakie Fundacja Liberałów i Unia Demokratyczna rzekomo miały otrzymać od Przywieczerskiego było sporo. Zeznająca bowiem przed Sądem Okręgowym w Warszawie księgowa Czajkowska mówiła o 100 mln starych złotych dla Fundacji Liberałów i 200 mln starych złotych dla Unii Demokratycznej. „(…) Jej [Czajkowskiej – przyp WW] zeznania są zbieżne z tym, co na ten temat kilka dni wcześniej mówił Anatol Lawina, szef zespołu NIK kontrolującego FOZZ w 1991 r. Zeznał on. że owe dotacje przechodziły z FOZZ właśnie poprzez spółkę Dukat(…)”- informowała „Rzeczpospolita” (14.05.2003 rok.)

Owa Fundacja Liberałów, w której radzie zasiada Donald Tusk jest wydawcą pisma „Przegląd Polityczny”( Tusk był jego współzałożycielem w 1983 roku). Specjalną dotację na wydawanie owego kwartalnika w roku 2002 i 2003 w łącznej wysokości 56 tysięcy złotych przekazała Fundacji Liberałów kontrowersyjna Fundacja im Stefana Batorego założona przez Georga Sorosa. Jeszcze w 2004 roku „Przegląd Polityczny” wydawany przez Fundację Liberałów otrzymał kolejny grant finansowy- w wysokości 10 tysięcy złotych, tym razem przyznane przez enigmatyczną i mało znaną Fundację „Otwarty Kod Kultury”. Konkurs dla czasopism jaki ogłosiła ta fundacja był konkursem zamkniętym, co oznacza, że tylko nieliczne wybrane periodyki mogły ubiegać się o uzyskanie finansowego wsparcia, zaś pieniądze na ten cel pochodziły również z Fundacji im. Stefana Batorego związanej z Sorosem.

„(…)Jak prawie wszyscy Polacy chcę żyć zgodnie z zasadami wyłożonymi w Dekalogu. Większość ludzi, z którymi się stykam, deklaruje wiarę w te zasady – zwłaszcza w ostatnich latach. Wiem, że to efekt ogromnej pracy Ojca Świętego. Często słyszałem narzekania, że świętowaliśmy obecność Jana Pawła II, ale nie słuchaliśmy tego, co mówił. Moim zdaniem, to nieprawda. Dobre i mądre słowa zawsze zostawiają jakiś ślad. Też mogę tutaj siebie podać za przykład(…)”- twierdził Donald Tusk w rozmowie z „Gościem Niedzielnym”( 02.10.2005 roku). Najwyraźniej Donald Tusk szybko zapomniał o słowach Ojca Świętego Jana Pawła II, który podczas swojej pielgrzymki do Polski apelował o międzyludzką solidarność i krytykował rozbuchany liberalizm:”(…) Starajmy się tak postępować i tak żyć, by nikomu w naszej Ojczyźnie nie brakło dachu nad głową i chleba na stole, by nikt nie czuł się samotny, pozostawiony bez opieki.(…)”- mówił Ojciec Święty. Dzisiaj Donald Tusk jest reprezentantem tego najbardziej radykalnego nurtu liberalizmu.

Czy Polskę i Polaków stać na to by na jej czele stał historyk, który nie zna korzeni własnej rodziny, przeciwnik aborcji, który jednocześnie głosuje za ustawą dopuszczającą możliwość wykonywania takich zabiegów, stróż prawa, którego najbliżsi współpracownicy zamieszani są w rozmaite afery, człowiek, który koniunkturalnie zmienia zdanie w zależności od okoliczności, polski mąż stanu, który jednocześnie twierdzi, że polskość to nienormalność, polityk, który już dawno zapomniał, że „tak” powinno znaczyć „tak”- „nie” zaś „nie”

Andrzej Poray, Wojciech Wybranowski http://prawy.pl/czytaj.ph...&xx=&dz=nowosci